Od czwartku jestem w domu, odpoczywam, uczę się, poprawiam pracę licencjacką, dzień jak co dzień. W czwartek też mama pojechała prywatnie do swojego onko lekarza, młody Pan dr, przemiły, zawsze zabiegany. I właśnie ten doktorek powiedział, że zmiany w płucach są tak maleńkie, że nawet biopsji nie da się zrobić(największy guzek ma 3mm) i powiedział, że przy następnej chemii mama zostanie na noc w szpitalu i pójdzie na tomograf, bo może te małe gnidy znikną :). Ale jaka krótka była radość, okazało się, że mama nie zrobiła sobie(ja lub tata jej) zastrzyku po chemii na poprawę krwi. Co najlepsze NIKT jej o tym NIE POWIEDZIAŁ, że coś takiego należy zrobić. W piątek na szybko do kliniki badanie krwi czy krwinki nie spadły, czy nie będzie mama musiała zostać w szpitalu, po 7h czekania Pan dr powiedział, że wszystko super, że to niesamowite, bo taka dobra krew bez zastrzyku. Ale niepotrzebnie znowu się stresowaliśmy.
Dzisiaj jak większość, poszliśmy zapalać znicze, niestety mama się źle czuła i musieliśmy szybko wracać do domu. Musi trzymać dobre zdrowie, w środę kolejna, trzecia chemia.
Odkąd mama zachorowała jak wracam do domu na weekend z mieszkania studenckiego przechodzę krótkie załamanie, a potem wracam na studia i się podbudowuję. Błędne koło..
Czasem łapię się nad tym, że w środku nocy idę do sypialni rodziców i słucham oddechu mamy. Uspokajam się i wracam do łóżka. Raczej nie jestem dobrym przykładem radzenia sobie z chorobą w rodzinie.
Ale nikt z nas nie jest przygotowany na takie chwile.
Chcę powiedzieć 1:0 dla nas
sobota, 1 listopada 2014
czwartek, 30 października 2014
Kiedy ciężko oddychać
Nie będzie to blog łatwy, który będzie polecany na deszczowe wieczory. Będzie o zmaganiach, o ciężkiej walce o życie. Jestem Marta mam 21lat, jestem jedynym dzieckiem mojej mamy, która walczy. Na razie jest to dość nierówna walka. Na razie.
Kilka dni przed moimi 21 urodzinami wróciłam do domu(z mieszkania studenckiego) na Święta Wielkanocne, już pierwszego wieczoru tata powiedział mi zdanie, którego miałam nadzieję, nigdy nie usłyszę "Mama miała biopsję".
Ból w płucach, odruch wymiotny, brak jakiejkolwiek reakcji i milion myśli na sekundę.
Całe święta byłam otępiała, płakałam w pokoju, a przy rodzicach opowiadałam jak cudownie jest na studiach. Ciągle miałam nadzieje, może zmiany są łagodne. Jaka byłam głupia.
Po 1,5 miesiąca ciągłego płaczu i problemami ze snem przyszedł wynik. Rak z przerzutami.
Czułam pustkę, studiując na Uniwersytecie Medycznym wiedziałam co to znaczy. Wyrok.
Czas leci szybko wszystko kręci się wokół choroby. Wyjazdy do kliniki onkologicznej, szukanie informacji w internecie, telefony, rehabilitacje.
Hormonoterapia->Podwójna radykalna mastektomia->Hormonoterapia->Chemioterapia 6xTAC
W środę trzeci wlew. Włosów nie ma, brwi coraz cieńsze.
Inne dziewczyny ze swoimi matkami chodzi co centrum handlowego kupować ubrania, ja z moją oglądam peruki.
Przy innych uśmiech mam przyklejony do twarzy, wieczorami trudności ze snem i łzy moczące poduszkę.
Na razie przegrywamy, pojawiły się zmiany w płucach. Uda się!
Niedawno się zaręczyłam, mama poprosiła żebym poczekała ze ślubem aż wyzdrowieje. I nagle zapala się w głowie lampka, a co jeśli przegramy?
Kilka dni przed moimi 21 urodzinami wróciłam do domu(z mieszkania studenckiego) na Święta Wielkanocne, już pierwszego wieczoru tata powiedział mi zdanie, którego miałam nadzieję, nigdy nie usłyszę "Mama miała biopsję".
Ból w płucach, odruch wymiotny, brak jakiejkolwiek reakcji i milion myśli na sekundę.
Całe święta byłam otępiała, płakałam w pokoju, a przy rodzicach opowiadałam jak cudownie jest na studiach. Ciągle miałam nadzieje, może zmiany są łagodne. Jaka byłam głupia.
Po 1,5 miesiąca ciągłego płaczu i problemami ze snem przyszedł wynik. Rak z przerzutami.
Czułam pustkę, studiując na Uniwersytecie Medycznym wiedziałam co to znaczy. Wyrok.
Czas leci szybko wszystko kręci się wokół choroby. Wyjazdy do kliniki onkologicznej, szukanie informacji w internecie, telefony, rehabilitacje.
Hormonoterapia->Podwójna radykalna mastektomia->Hormonoterapia->Chemioterapia 6xTAC
W środę trzeci wlew. Włosów nie ma, brwi coraz cieńsze.
Inne dziewczyny ze swoimi matkami chodzi co centrum handlowego kupować ubrania, ja z moją oglądam peruki.
Przy innych uśmiech mam przyklejony do twarzy, wieczorami trudności ze snem i łzy moczące poduszkę.
Na razie przegrywamy, pojawiły się zmiany w płucach. Uda się!
Niedawno się zaręczyłam, mama poprosiła żebym poczekała ze ślubem aż wyzdrowieje. I nagle zapala się w głowie lampka, a co jeśli przegramy?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)