Nie będzie to blog łatwy, który będzie polecany na deszczowe wieczory. Będzie o zmaganiach, o ciężkiej walce o życie. Jestem Marta mam 21lat, jestem jedynym dzieckiem mojej mamy, która walczy. Na razie jest to dość nierówna walka. Na razie.
Kilka dni przed moimi 21 urodzinami wróciłam do domu(z mieszkania studenckiego) na Święta Wielkanocne, już pierwszego wieczoru tata powiedział mi zdanie, którego miałam nadzieję, nigdy nie usłyszę "Mama miała biopsję".
Ból w płucach, odruch wymiotny, brak jakiejkolwiek reakcji i milion myśli na sekundę.
Całe święta byłam otępiała, płakałam w pokoju, a przy rodzicach opowiadałam jak cudownie jest na studiach. Ciągle miałam nadzieje, może zmiany są łagodne. Jaka byłam głupia.
Po 1,5 miesiąca ciągłego płaczu i problemami ze snem przyszedł wynik. Rak z przerzutami.
Czułam pustkę, studiując na Uniwersytecie Medycznym wiedziałam co to znaczy. Wyrok.
Czas leci szybko wszystko kręci się wokół choroby. Wyjazdy do kliniki onkologicznej, szukanie informacji w internecie, telefony, rehabilitacje.
Hormonoterapia->Podwójna radykalna mastektomia->Hormonoterapia->Chemioterapia 6xTAC
W środę trzeci wlew. Włosów nie ma, brwi coraz cieńsze.
Inne dziewczyny ze swoimi matkami chodzi co centrum handlowego kupować ubrania, ja z moją oglądam peruki.
Przy innych uśmiech mam przyklejony do twarzy, wieczorami trudności ze snem i łzy moczące poduszkę.
Na razie przegrywamy, pojawiły się zmiany w płucach. Uda się!
Niedawno się zaręczyłam, mama poprosiła żebym poczekała ze ślubem aż wyzdrowieje. I nagle zapala się w głowie lampka, a co jeśli przegramy?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz