sobota, 1 listopada 2014

1 listopad- Święto

Od czwartku jestem w domu, odpoczywam, uczę się, poprawiam pracę licencjacką, dzień jak co dzień. W czwartek też mama pojechała prywatnie do swojego onko lekarza, młody Pan dr, przemiły, zawsze zabiegany. I właśnie ten doktorek powiedział, że zmiany w płucach są tak maleńkie, że nawet biopsji nie da się zrobić(największy guzek ma 3mm) i powiedział, że przy następnej chemii mama zostanie na noc w szpitalu i pójdzie na tomograf, bo może te małe gnidy znikną :). Ale jaka krótka była radość, okazało się, że mama nie zrobiła sobie(ja lub tata jej) zastrzyku po chemii na poprawę krwi. Co najlepsze NIKT jej o tym NIE POWIEDZIAŁ, że coś takiego należy zrobić. W piątek na szybko do kliniki badanie krwi czy krwinki nie spadły, czy nie będzie mama musiała zostać w szpitalu, po 7h czekania Pan dr powiedział, że wszystko super, że to niesamowite, bo taka dobra krew bez zastrzyku. Ale niepotrzebnie znowu się stresowaliśmy.
Dzisiaj jak większość, poszliśmy zapalać znicze, niestety mama się źle czuła i musieliśmy szybko wracać do domu. Musi trzymać dobre zdrowie, w środę kolejna, trzecia chemia.
Odkąd mama zachorowała jak wracam do domu na weekend z mieszkania studenckiego przechodzę krótkie załamanie, a potem wracam na studia i się podbudowuję. Błędne koło..
Czasem łapię się nad tym, że w środku nocy idę do sypialni rodziców i słucham oddechu mamy. Uspokajam się i wracam do łóżka. Raczej nie jestem dobrym przykładem radzenia sobie z chorobą w rodzinie.
Ale nikt z nas nie jest przygotowany na takie chwile.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz